- Tylko online
- Wyprzedaż!
Sławomir Matusz "Serdeczna mammografia" (2003), str. 48
(edit with the Customer Reassurance module)
(edit with the Customer Reassurance module)
(edit with the Customer Reassurance module)
Krystyna Kłosińska:
Wstęp
Tomik „Serdeczna Mammografia” składa się z kilku różnorodnych cząstek. Jest radosny czas „po urodzeniu Barnaby”, są „wspólne fotografie” i zamykający rodzinną fabułę rozpaczny „Lament”. Mówiący podmiot pozostaje rozłupany na dwie fazy swojego życia. Doświadczenie pełni przekształca się w pustkę nicości i bezsensu życia.
Całość stanowi bardzo interesującą, poetycką próbą mówienia, w nowy sposób, o miłości, małżeństwie i dziecku.
Nie bez powodu opowieść zaczyna się od momentu, który wyznacza pierwszy tytuł wiersza: „Po urodzeniu Barnaby” i rozsnuwa się w postaci mini-dziennikowych notacji drobiazgów codzienności, krzątactwa wokół nowonarodzonego.
Kto opowiada? Opowiada poeta-ojciec, ale klasyczny, freudowski schemat rodziny, zostaje w tej narracji zaburzony. Społeczne role ojca, matki, dziecka stają się przechodnie. Stąd może pojawić się metafora - wyznanie: „Kiedy byliśmy w ciąży”. Zniesiona zostaje także rywalizacja między rodzicami, przede wszystkim, ta odwiecznie zapisywana przez literaturę i psychoanalizę, walka między ojcem i synem. W miejsce konfrontacji, która zawsze prowadzi w konsekwencji do wyznaczenia zwycięzcy i pokonanych, w poetyckim świecie Matusza jest miłość, rodzaj symbiozy we troje. Ciało matki nie dzieli, ale staje się przestrzenią idyllicznej unii między ojcem i synem. Syn jest nie rywalem ojca, ale sprzymierzeńcem w splataniu miłosnych nici, które mają układać harmonijną tkaninę obrazującą rodzinną pełnię.
Matusz poetycko łączy to, co kultura od wieków bardzo precyzyjnie od siebie oddzieliła: ciało macierzyńskie i ciało erotyczne, pierś karmiącą, mleczną i pierś erotyczną. W jego nowatorskich erotykach, bo jest to próba kreacji czegoś w rodzaju erotyków rodzinnych, nie ma ani dominacji zmysłowości, ani odcieleśnionej idealizacji. Macierzyństwo nie skazuje kobiety na krążenie po obrzeżach erotyzmu, nie staje się ona , tak jak w świecie Rousseau, obrosłą, już w nie godne pożądania, ciało maman – pozostaje nadal upragnioną kochanką. Co więcej: w Serdecznej mammografii dwudzielność i sprzeczność pomiędzy tym, co cielesne i duchowe, a takie myślenie wdrukowała nam tradycja, zostaje zażegnana. Zmysłowość jest niewinna i za każdym razem jakby dziewicza. Także ciało medyczne, fizjologiczne kobiety – to zazwyczaj odrzucane z lękiem i trwogą – bo zranione, ociekające – zostaje obłaskawione jako nośnik obietnicy miłości.
Warto szczególnie podkreślić, że ów nowy zbiór prezentuje nowatorskie ujęcie erotyku jako formy poetyckiej, ale także bardzo śmiałe i szczere, w dotychczas nieznanej tonacji, mówienie o erotyce. I jest widoczna bardzo dojrzała, samoświadoma praca poetyckiej kreacji. Uderza formalna asceza, miniatura, drobna obserwacja zamknięta zaskakująca puentą.
„Serdeczna mammografia” czytana jest już w rękopisie. Jestem przekonana, że znajdzie zwolenników wśród nie tylko zadeklarowanych koneserów poezji. Każdy może przeglądnąć się w tych wierszach, niczym w zwierciadle, i rozpoznać w nich jakąś cząstkę samego siebie. Cząstkę – bowiem Matusz wykreował w „Serdecznej mammografii” coś w rodzaju mitologii współczesnej rodziny. Fantazmatyczną i terapeutyczną, omijając powszechnie kasandryczne głosy przepowiadające jej rozpad i zmierzch. To bardzo poruszająca książka – zapis marzenia o tym wszystkim, co w mikro-ludzkim świecie jest dobre i piękne.
„Lament albo pustka przed Bożym Narodzeniem” wprowadza zupełnie odmienną, od poprzedniej, tonację. Cięcie jest wyraźne – świat wyskoczył ze swoich torów, nie ma już rodziny, świętej rodziny, jest oczekiwanie na cud jej odrodzenia „przed Bożym Narodzeniem”. Tytuł wiersza przywołuje niezwykle bogatą literacką tradycję toposu Świąt Bożego Narodzenia, [Boże Narodzenie. Antologia poezji polskiej opracowana przez A. Jastrzębskiego i A. Podsiada podaje utwory ponad stu twórców]. Przekształca go jednak. Potrzebuje odniesienia do skrystalizowanego wzorca po to, aby wygrywać znaczenie na napięciu, rozdarciu pomiędzy duchową, religijną aurą świąt, które są uznawane za święta rodzinne, święta miłości, wspólnoty stołu, a samotnością indywiduum doświadczającego rozpadu tego, co święte, uświęcone przez tradycję i obyczaj. Lament nie jest zatem tekstem radości, euforycznym oczekiwaniem na ponowne, symboliczne, uczestnictwo w narodzinach Syna Bożego. Jest lamentacją, zapisem rozpacznej konfrontacji tego co jest, czyli tego, czego nie ma, z tym, co mogłoby być, albo być powinno. Poeta dobroci wskazuje na wmieszanie się w tu i teraz jakiejś siły nieczystej, Szatana – w roli jaką nadaje mu Pawlikowska-Jasnorzewska w wierszu Samotnik [Ostatnie utwory 1956] :
Bóg, w Trójcy swej rodzinny, sprzyja ludzkim gniazdom.
Raczej niż o narodach, mówi o Rodzinie –
Szatan jej nienawidzi – zdeptać chciałby każdą.
Posępny, jak zły poeta,
O „wielkości” rozprawia z ciemną swoją gwiazdą...
Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie: o czym jest Lament..., to powiedziałabym, i jest to zapewne tylko jedna z możliwych odpowiedzi, że jest manifestacją melancholii miłości. Doświadczenie melancholijne znajduje swój wyraz zarówno w porządku wyobraźni jak i w ukształtowaniu retoryki. Jego notacja rozciąga się i wspiera, tworząc rodzaj architektury wiersza, na dwóch leitmotywach. Ich uproszczoną formę można przedstawić w dwóch frazach: „bez.... nie można żyć”, „nie przystoi”.
Brak, opuszczenie, opustoszenie, pustka to stan egzystencjalny podmiotu, na który uporczywie wskazuje, inicjujące frazy, słowo: „bez..”
Jeśli przystać na najbardziej ogólny mechanizm, opisujący melancholię [Freud, Kristeva], to należałoby powiedzieć, że „Lament” stanowi klasyczny przykład sytuacji, w której dotknięte melancholią indywiduum nie może przepracować utraty ukochanego obiektu. Ów obiekt, który nabiera konkretności i jednostkowości, imienności – Ala - staje się obiektem fantazmatycznym. Stąd Ala, która alegoryzuje centrum utraconego świata, centrum pełni zaznaczanej ekwiwalentami: miłość, jedzenie, wspólny posiłek, prawda, chociaż zaklęta w jednostkowości , każe myśleć o czymś, co Kristeva w ślad za Lacanem nazwała La Chose. Rzecz –pisana dużą literą – nie jest konkretna, „ to nieświadome, niezauważalne i niewyrażalne czarne słońce Nervala”. Rzecz mówi o utracie, za którą ukrywa swoją twarz odnowiona Pierwsza Strata. Utrata Ali, to odnowiona rana po stracie pierwotnej jedności, Rzeczy: edypalnej Matki. Nie bez powodu Ala staje się figurą karmicielki, tej, która „przyniesie i da z ręki jeść, spać”.
Zafiksowany na utraconym obiekcie podmiot wycofuje się z rzeczywistości, z przyszłości. Jego spojrzenie skupia się i krzepnie, kamienieje w czasie, który był. Nie można żyć bez miłości, prawdy, jedzenia –Ali. A zatem pozostaje życie bez życia, pozór, namiastka. I „Lament” zapisuje charakterystyczną dla postawy melancholijnej „odmowę zaangażowania”: „Nie – wydają się mówić melancholicy i ludzie załamani – wasze społeczeństwo, wszystko, co robicie i mówicie, nie interesuje nas. Jesteśmy gdzie indziej, nie ma nas, jesteśmy martwi”. Jest możliwe rozwiązanie nie-melancholijne. Jest możliwa udana praca żałoby. Jednakże nie dotyczy ona podmiotu Lamentu. Ten bowiem przedstawia świadectwo emocjonalności melancholika, który woli zniszczyć siebie, aniżeli stracić ukochany obiekt. Stąd też wszystkie zachowania, gesty drąży popęd śmierci, Tanatos zaczyna dominować nad Erosem. W „Lamencie” bohater bezustannie odmawia jakiejkolwiek rezygnacji z inwestowania całej swojej energii libidinalnej i psychicznej w utracony obiekt. Praca żałoby nie może się więc dokonać. Ala jest tym centrum, które zabija i zarazem tym, które może przywrócić do autentycznego życia.
Charakterystyczne jest to, że ów międzyczas życia, rodzaj śmierci klinicznej jest wybrany. Można by powiedzieć, że melancholią, byciem w żałobie rządzi imperatyw etyczny, który perseweruje w postaci formuły: „Nie przystoi”. Jestem w żałobie – bo „nie przystoi” nie być, bo nie przystoi żyć z utratą. Dlatego też następuje odcięcie, oczyszczenie z wszystkich stanów emocjonalnych (miłość, radość), rozkoszy estetycznych (słuchanie muzyki, pisanie wierszy), z pogrążenia w życiowych drobiazgach. „Nie przystoi” powtórzenie gestu, czynności, zachowań, które pamięć zapisała w minionej przeszłości, skleiła z – Alą. „Nie przystoi” doznawanie nowych uczuć, poddawanie się napływowi nowych wrażeń, „nie przystoi” to, co już było, ale także to, co mogłoby nadejść „bez ...Ali”. Wyliczanka tego, co „nie przystoi” dotyka codziennych spraw, wielkich i małych. I jest niewątpliwie syndromem melancholicznym. „Melancholia – pisze M. Bieńczyk – narzuca sobie niski, „oddolny” punkt widzenia, i właśnie z jego poziomu, z tego zanurzenia w rzeczy dotykalne i oblegające ze wszech stron, tak konkretne że aż trywialne, patrzy w gorę; zaś to, co chce się w niej wznosić, strzelać wysoko, odczuwa ona tylko jako ironię metafory, jako śmiech z własnej tęsknoty za gdzie indziej, za nie tutaj, za wyżej”. Otóż w Lamencie nie ma ironicznego dystansu do bycia „gdzie indziej”. Jest natomiast absolutna, niewinna i naiwna, dziecięca wiara w terapeutyczną moc „gdzie indziej”– w tą, na chwilę, utraconą ziemię, czas, pełnię, jedność, Alę.
Zanim jednak czas uzyska swój bieg, zanim „przyjdzie Ala” jest pułapka, zamknięcie w bezruchu, krążenie bez wyjścia w kole słów, skojarzeń. Jest obsesja powtarzania – zaklinania, autoperswazji. Trauma braku. Słowa zubożały, frazy powtarzają siebie niczym echo, nie poszerzają treści, jedynie ją konserwują. Opustoszałe Ja kreuje tekst pustki„Bez miłości nie można żyć. Bez jedzenia nie można żyć./ Bez miłości, bez jedzenia nie można żyć. Bez miłości./ więc i bez jedzenia. Bez miłości więc i bez Ali nie.” Wyciszenie i zarazem jazgot. Dominuje głos, rytm i rym – wdziera się to, co popędowe, cielesne. Lamentacja nad utratą trwa, wpisana w tok składni, w monotonię powtórzeń, wyliczeń, negacji i zaprzeczania.
Finalizuje „Lament” traumatyzująca wyobraźnię metafora ciała, która staje się metaforą Ja - jako ropiejącej rany. Jeszcze jedno, najbardziej rozpaczne egzorcyzmowanie pustki? Na pewno wierność odrzucenia żałoby po... Ali. Wierność Ali. „Aż przyjdzie Ala./Aż przyjdzie Boże Narodzenie, przyjdzie miłość, Ala przyniesie i da/ z ręki jeść, spać.” Ala – źródło życia. Pytanie – a może przyzwolić na odejście? Może zgodzić się na utratę? Znajdować rozkosz w traceniu siebie wraz utratą innego? Może, paradoksalnie, żyć utratą? W jakiejś mierze Lament jest takim właśnie zapisem życia utratą. Jest pisaniem, które symbolicznie odzyskuje to, co stracone, ale jednocześnie ufając, że strata nie jest nieodwołalna, na zawsze.
Spis treści:
Po urodzeniu Barnaby................................................
Wspólne fotogrfie
1. (Rozwieszam pieluchy...)..........................................
2. (Ala jest w drugim miesiącu połogu)............................
3. (Śniadanie. Modlę się...)..............................................
4. (Kiedy byliśmy w ciąży - Ala nosiła...).........................
5. (Teściowie poszli sobie...)..................................
6. (Ala karmi Barnabę leżąc na boku...)........................
7. (Barnabę i mnie zafascynował księżyc...).....................
8. (Do kiedy Ala karmiła tylko piersią...)........................
9. (Czytam książkę. Ala gaworzy...)..............................
10. (ALA CZESZE PSA...).......................................
Miłość
Zaklinanie Miłoszem
Z Eduarda Einsteina
Ucho
Syn
Ulica Kalinowa 10/41
My z Alą i Bóg
Barnaba