- Tylko online
Sławomir Matusz "Te kości których nie połamali" (2016), str. 66
(edit with the Customer Reassurance module)
(edit with the Customer Reassurance module)
(edit with the Customer Reassurance module)
Sławomir Matusz
Więcej grobów już kopał nie będę
dla Feliksa Netza
Tam idziemy, w głąb lasu.
W głąb siebie. W głąb obolałych
wspomnień - rozstań, razów, zniewag,
utraconych nadziei. Tam nam dadzą
spokój - w głębi lasu. Przestaną bić.
Mówią, że Boga nie ma, więc dlaczego
tam nas prowadzą? Żeby On nie widział,
czy żeby pokazać pustkę tej głębi.
Tam będziemy kopać. Kopać w ziemi
i kopać w sobie pod lufami karabinów,
połamanymi palcami i powykręcanymi
rękami, cyklopi z jednym okiem.
Będziemy chować nasze wszy - naszych
jedynych świadków i nasze łachy
w płytkiej, ciepłej, leśnej ziemi.
To dziwne kopać grób dla siebie.
To jak kopać grób dla matki, która
już nie wstanie i nie powie: koszulę ci
synu wyprasowałam. Jak kopać grób
dla córki, która więcej nie obejmie
cię za szyję, dla syna, który z nikim już się
na podwórku nie pobije, nie skaleczy kolana.
A przecież tyle żeśmy już grobów wykopali,
że kopanie zdaje się czymś powszednim.
Grobów które mają imiona i które imion
nie mają. Tydzień po tygodniu, dzień
po dniu kopaliśmy: pod Katyniem, na
Syberii, pod Lenino, w hrubieszowskich
lasach, w gruzach które kiedyś były miastem,
na tysiącach łączek. Myśmy kopali,
a oni UB-ijali buciorami przysypaną ziemię.
UB-ijali tak mocno, by połamać te kości,
których nie połamali, aby nie sterczały z ziemi
jak krzyże. To dziwne kopać grób dla siebie,
z myślą, że oni te kości jeszcze UB-iją i wtedy
przestaną nas boleć. Że nikt ich nie odkopie.
Że tu kiedyś będzie plac zabaw z karuzelą,
albo nowa huta, albo tylko bobry
będą się modliły pośród kości naszych.
Mienią się dla nas czerwone liście dębów,
pożółkłe olch, tną komary i muszki -
jakby przypomnieć chciały o zwykłym rytmie
dnia. Ale za chwilę wezmą nas na muszki,
odczytają nasze imiona: Tadeusz Bejt, Leon
Knyrewicz, Władysław Kielim, Wacław
Alchimowicz, Witold Pilecki, Maria Szelągowska.
Potem sierżant Śmietański postawi kołnierz
i pośród polskich i rosyjskich przekleństw
wyda komendę. I przytuli nas ciepła, wilgotna -
jak brzuch matki - leśna ziemia. A oni będą UB-ijali.
Zastanawiam się, czy najpierw usłyszę huk wystrzału, czy
poczuję szarpnięcie kuli, którą
i tak zabiorę. To zaszczyt kopać grób dla siebie
i jedyna nadzieja - myśl, że więcej grobów
już kopał nie będę.
Nazajutrz
Coś we mnie pękło. Straciłem kierunek.
Nie wiem jak pokonać listopad, przebrnąć
przez grudzień. Opadające liście przynoszą
złe wieści. Zimno w domu. Kaleczą mnie
języki ludzi którzy mieli mnie kochać.
Nie wiem gdzie jest Polska. Przyszłość
myli mi się z przeszłością. Patrzę w
przyszłość i widzę przeszłość. Patrzę
w przeszłość i widzę przyszłość.
Przyjaciele odchodzą, zamiast przychodzić.
Patrzę jak ludzie tańczą w Kutnie
wokół tego miejsca, gdzie upadł człowiek.
Powietrze jest jak narkotyk. Ktoś
wyciągnął karton z napisem: uczcie się
tańczyć, uczcie się tańczyć. Nie wiem,
gdzie jest Polska. Nie wiem z kim tańczyć,
komu tańczyć, co tańczyć. Kto ma mnie
uczyć tańczyć. I dlaczego mam tańczyć.
Polska w szybkim locie z czwartego piętra.
Wszystko tańczy. Wszyscy tańczą. Miasto
płaskie jak zegarek. Tańczą wskazówki.
Tańczą wytyczne i dyrektywy. Nic nie idzie
do pionu. Miasto rozlewa się jak zegarek
i powoli ścieka. Tańczą płomienie i ratownicy
w czerwonych uniformach. Tańczą niebiescy
aniołowie z wielkimi rewolwerami w kaburach.
Liżą mnie ich języki, liżą tak, jak zlizuje się krew,
jak zlizuje się kokainę, jak zlizuje się wódkę
z blatu stołu. Liżą to, co we mnie pękło,
moje chore ciało. A oni liżą. Liżą i tańczą.
pamięci Artura Fryza
15 listopada 2013
kolacja z Hansem Küngiem
słynne polskie
gęsi z jabłkami –
pyszne wtrąca –
a na śniadanie
maślanka i świeże
pieczywo z dżemem
lub manna z mlekiem –
na pustyni mleka nie było
– może śliwkę suszoną –
proszę – gorące powietrze kurz
– aborcja jest skazą
krzyżem dla trojga –
jakby nie było
zawsze nosimy
jakiś krzyż mamieni
manną winem seksem –
może wina? czyja?
dobre węgierskie
rocznik 1956 – mnóstwo
Węgrów wtedy przyjęliśmy
uciekali przed rosyjskimi
mamutami jak słoniami Hanniego –
zatrzymały ich Alpy
– te góry niedostępne
nie tylko obroniły ale dały
schronienie przykryte
całunem śniegu
jak Jego Ciało –
gdzieniegdzie zamarzła
krew zasypanych – i polski
październik – przypomina
- in vitro to nadzieja
dla rodziców – lub lęk
przed zabawą w kreację –
daje tyle możliwości –
jak choćby wskrzeszenie
Chrystusa – można wyodrębnić
gen świętości gen boskości –
Jego Geny przeszczepione gęsi –
we wzniesionych skrzydłach
lub skrzydełkach na stole –
tak – z jabłkami – z krwinek
i plamy na obrusie
List do bezimiennego artysty
z jaskini Chauvet sprzed 32 tysięcy lat
dla Wojciecha Kassa
drogi przyjacielu nie wiem co byś
powiedział gdybyśmy mogli usiąść
razem napić się się pogadać jak byś
mnie powitał ale cieszę się że nasze
dłonie spotykają się po latach
moje dłonie z czerwonymi śladami
twoich dłoni że mogę czytać twoje linie
papilarne jak list od ciebie że chciałeś
pokazać mi swoje piękne konie i dwa groźne
jaskiniowe lwy nosorożce i żubry w pełnym biegu
szare mamuty nie wiem w jakim języku mówiłeś
jakie nosiłeś imię w jakiego boga wierzyłeś
ale mógłbym się od ciebie uczyć w śniegu
i lodzie pełnego miłości spojrzenia długiej
precyzyjnej kreski ciągniętej przez całą ścianę
w ciemnościach w bladym świetle pochodni
czci z jaką kładłeś czaszkę niedźwiedzia
na półce skalnej który przyszedł oglądać
twoje prace cierpliwości z jaką pokryłeś
kalcytem kości orła przyniesionego przez
wodę zazdroszczę ci przyjacielu zapewne
nie było wtedy pojęcia Europy ani telewizji
mogłeś wędrować śladami zwierząt nie bacząc
na granice nie licząc się z modą krytyką
i rynkiem co ci druhu przyświecało?
dusze zmarłych zwierząt? chciałeś zostawić
coś potomnym? zachować obraz zimnego
a jednak pięknego świata w którym żyłeś?
dla kogo? dla mnie skąd wiedziałeś że
trzydzieści tysięcy lat później będę podziwiał
co stworzyłeś? jak sobie mnie wyobrażałeś?
wysoki jak ty z elektroniczną włócznią artysta
jak mam ci odpisać? jak sprawić by odpowiedź
dotarła do ciebie trzydzieści tysięcy lat wstecz?
w przód? dlaczego spóźniłem się na spotkanie
twój wernisaż? kto na nim był? twoja kobieta
którą uwieczniłeś taką jaką ją posiadłeś?
zwierzęta których kości leżą teraz pod szkłem
kalcytu? kto jeszcze czyje dusze tu mieszkają?
czyje oddechy osiadły na ścianach?